Były sobie wiece

Zwyciężymy, tym razem do końca” – krzyczal premier Jarek Kaczyński. “Chcemy bronić większościowego rządu, bo taki rząd jest dzisiaj Polsce potrzebny. [...] Obywatele mają obowiązek i prawo domagać się od państwa pracy, mieszkania, opieki zdrowotnej, edukacji, poczucia bezpieczeństwa. Bo państwo powinno być niczym innym, jak emanacją wspólnoty (obywateli), powinno wspólnocie służyć i działać, aby te prawa, te dobra były zapewnione” – powiedział Jarek. Tylko jak się to ma do polityki prowadzonej przez Plecy I Stołki? Gdzie jest ta praca? [wiem, wiem, w angli jest] Jaką mamy opiekę zdrowotną? Zamyka się szpitale, ogranicza się liczbę aptek. Edukacja. Hmmmm to może jakiś poziom mamy, ale raczej nie dociągający do europejskich standardów. Jedynie życie akademickie mamy na poziomie.

LPR od dzisiaj nie jest młodszą siostrą PiS” – mówił Romek pod Sejmem skąd wyruszył marsz Ligi. Podkreślił, że przez miniony rok Liga zdobyła “moralne prawo”, by współdecydować o zmianach w kraju. “Tylko zgoda buduje” – dodał. Trzeba przytakiwać PiSowi, bo to jedyna szansa żeby się na Wiejskiej utrzymać. Romek domaga się lustracji wbrew działaniom posłów innych partii. Zwrócił się do liderów PO: “Powiedzcie swoim posłom: +głosujcie za lustracją+. Nie bójcie się jawności, nawet gdyby ona was miała kosztować. Tyle żeście mówili o potrzebie ujawnienia teczek, a w tym budynku trzy tygodnie temu naciskaliście guziki przeciwko ustawie, która ma wreszcie ujawnić agenturę komunistyczną. [...] To jest zdrada“. I tu rozumiem postępowanie Romka. Jego posłowie mają może po 25-30 lat więc co im można zlustrować? Zabawy w przedszkolu? No chyba, że ktoś im znajdzie dziadka w Wermachcie.

I jeszcze ciekawostka z Onetu. Politolog prof. Kazimierz Kik uważa, że manifestacje w stolicy obnażyły mizerię życia politycznego w Polsce. “W całej okazałości ukazała się apatia polityczna Polaków, a wiece charakteryzowały się tym, że powtarzano slogany i nie powiedziano nic nowego“. Prof. Kik porównał intensywność życia politycznego na Węgrzech i w Polsce. “Dziś w Budapeszcie, już po kulminacyjnej fali protestów, na ulicach było 80 tysięcy ludzi. W Polsce – w sumie w dziewięciu protestach, choć w trzech istotnych – było ich tylko ok. 20 tysięcy” – zauważył. Zdaniem profesora, sobotnie marsze, to nie były manifestacje społeczne, ale partyjne. “Partie pozwoziły sobie ludzi i tylko ich zwolennicy uczestniczyli w manifestacjach” – ocenił.

Dodaj komentarz