Onet.pl donosi, że Romek płaci miesięcznie 590zł czesnego za szkołę swojej córki. W zamian córka ministra ma dostęp do idealnie wyposażonych sal lekcyjnych, naukę języka angielskiego i francuskiego oraz lekcje baletu i wizyty na basenie. Każdy rodzic chciałby, żeby jego pociecha zdobywała naukę w jak najlepszych warunkach i miała dostęp do przyzwoitych pomocy naukowych. Widać pan minister edukacji zdaje sobie z tego bardzo dobrze sprawę i chce swojej córce oszczędzić takich “ciekawych” przeżyć jakie zapewnia zwykła podstawówka, więc postanowił posłać ją do szkoły prywatnej. Z drugiej strony niezbyt dobra to reklama dla Romka, bo pokazuje, że nawet on sam nie wierzy w to co robi i woli nie ryzykować, żeby jego córka miała uczyć się lansowanego przez tatę patriotyzmu w szkole. Giertych pytany na konferencji prasowej o szkołę córki powiedział, ze “to wszystko to efekt pracy rodziców, którzy założyli tę szkołę”. Podkreślił, że została ona założona trzy lata temu pod Warszawą przez stowarzyszenie rodziców. Mówiąc o założycielach powiedział, że “to są w dużej mierze moi przyjaciele”.
W sumie nie mam nic przeciwko temu, aby posyłał swoje dziecko do prywatnej szkoły. Każdy rodzić, gdyby tylko sytuacja finansowa pozwoliła bo pewnie zrobił to samo. Ale co jeśli ktoś na utzymanie 5 osobowej rodziny ma tylko 1200zł/mc? No dobra, Romek jest ministrem, stać go na to. Ale dlaczego ta prywatna szkoła nie jest taka “patriotyczna” jak to minister sobie wyobraża szkoły publiczne.
“To szkoła społeczna. Tego typu inicjatywy należy wspierać” – uważa minister edukacji. Czyżby ta szkoła miała już zapewnioną dotację? Czy może dostanie jakiś elegancki budyneczek w centrum Warszawy?
27 wrzesień 2006 o 1:18 pm
A w czym gorsza szkoła społeczna od państwowej?
Nie lubię giertycha, ale ma rację, że szkoły społeczne należy wspierać. A 590 zeta w Warszawie, to naprawdę nie jest dużo. Są droższe szkoły (nawet podstawowe).
A “czyżby ta szkoła miała już zapewnioną dotację?” – owszem, ma. Jak każda szkoła społeczna w tym kraju.